Pogięło Cię?!






O Piotrze w sumie myślę. Bo to, co go spotkało, nie jest normą. Ot, mamy doświadczonego rybaka. Zarabia na życie łowiąc ryby. Dobrze zna się na tym fachu. Może był nawet jednym z lepszych. To jego monotonia. W każdym razie: zna się. Wie, gdzie, kiedy i jak łowić. Żeby było. I pewnie nieraz miał takie dni, że była lipa. Że nic. Że wracał do chałupy, a jego kobita mówiła mu, żeby się ogarnął. Może nieraz miał poczucie porażki…

No i ten facet po raz kolejny idzie łowić. I nie wychodzi. Może ma ochotę trzasnąć tymi sieciami w cholerę. I oto przychodzi jakiś Facet i mówi mu – doświadczonemu i „znającemu się” – jak ma łowić, że ma spróbować jeszcze raz. Że w ogóle ma to zrobić za dnia. Co jest totalnie głupie. Wcale bym się nie zdziwił, gdyby powiedział Jezusowi: „weź się puknij w łeb”, albo: „pogięło Cię?!”. Bo to jest absurdalne, co Jezus mówi…

A Piotr robi. Nie czai w ogóle o co chodzi, ale rzuca te sieci. Zauroczyło go coś w Jezusie.
W ogóle, to Badeni zwykł mawiać, że Pan lubi działać urokiem. Że Bóg lubi nam tak puścić oko. I zainteresować…

Coś musiało być w Jezusie, że Piotr wszedł w ten absurd…

Po co ja to piszę?

No bo ja się bardzo z Piotrem utożsamiam. I Ty może też. Ileż to masz chwil, że masz ochotę rzucić Jezusowi gromkie: „pogięło Cię?!”. Ja Mu to czasem mówię. Bo totalnie nie ogarniam, czego On ode mnie chce. Bo nieraz Jego Słowa są absurdem. Trudem. 

Jesteśmy jak Piotr. Mamy swoją codzienność, w którą codziennie wypływamy. Łowimy swoje rybki. Łowimy te poczucia bezpieczeństwa, nastroje, radości, miłości, sukcesy, sensy. I czasem jest totalne dno. Normalnie kupa. Nic. Zero. I ma się ochotę to walnąć w bok. 

A wtedy przychodzi On i mówi: „weź jeszcze raz. Weź Mi zaufaj – jeszcze raz. Walnij te sieci, ale nie w bok, ale w zaufanie. Zaufaj Mi”…

W relacji z Nim chodzi o zaufanie. Wbrew sobie czasem. Jak się zaufa, to On może zadziałać. Może Twoją codzienność „zarybić”.

I jeszcze, parę króciutkich myśli, takich wskazówek, które w tym fragmencie dziś widzę:

- zarzuć sieci na Jego Słowo. Ludzkie słowa zawodzą. Ludzie zawodzą. Ludzie ranią słowami. Czasem zachęcają do ciemności. Trzeba wierzyć w Słowo Jezusa. Na Jego Słowo zarzucić zaufanie w codzienność. Oprzeć się na Nim w 100%, nie na ludziach, nawet bardzo bliskich.
 
- wejście Jezusa do łodzi. Wejście w codzienność. Bo tylko On może sprawić, że Twoja łódź nie będzie się bujać w tę i tamtą stronę. Tylko On może Twoje rozbujanie (grzechem, lękiem, zranieniem, niepewnością) uspokoić.

- wypłyń na głębię. On ciągle wzywa do ruchu. Do rozwoju. Do zaufania. Pozwól se na coś więcej. Pozwól uwierzyć sobie, że to, co On mówi, ma sens, i warto wprowadzać to w życie.

I jeszcze coś. 

Piotrek po tym wszystkim pada na glebę i mówi Jezusowi o swoim lęku i grzeszności. Piotrek dobrze wie, że jest słaby. Że nie ogarnia. Nie wie, że będzie pierwszym papieżem, i że weźmie ster Kościoła w ręce. Wie za to w tej chwili, że jest słabo. Że jest mu czasem beznadziejnie. Ale ufa, że Jezus jego beznadziejność może zamienić w nadziejność…
Wiesz, można iść do Niego z każdą słabością i lękiem. On nie dostanie mdłości. Dostanie Miłosierdzia. Stanąć przed Nim ze wszystkim i powiedzieć Mu: „no, to takie to mam i w ogóle słabo jest…” to pozwolić sobie na Boże Miłosierdzie.
 
On kocha. Pamiętaj.

„Jezusowi nie przeszkadza grzeszność Szymona, On kocha go w jego grzechu, kocha go w jego słabości, On CHCE w nią wejść. „Nie bój się” – Jezus rozumie lęk Piotra, rozumie jego niepewność, nie wypomina mu jej, lecz pokazuje, że zna jego serce i wie, na co go stać.

Bóg mnie ZNA – zna moje możliwości, słabości, lęk i niepewność, a mimo to powołuje i wybiera do zadań, których sam nigdy bym się nie podjął. Mówi: „Nie bój się” – nie oznacza to lekceważenia mojej słabości, ale to, że w Jezusie mam szukać siły, nie w sobie, na Jezusie mam polegać, nie na sobie, nie na swoich możliwościach, umiejętnościach, doświadczeniu. Współpraca z Jezusem, zaufanie Mu, daje niezwykłe owoce” [ o. J. Pierzchalski SAC ]

I jeszcze na #Duchowego Shota zapraszam:

Komentarze

Popularne posty