Serce na wierzchu!





Pobiegnę drogą Twych przykazań,
gdy szeroko otworzysz me serce.
Psalm 119


Serce (hebr. „leb”, „lebab”; grec. „kardia”) w Piśmie Świętym utożsamiane jest z sumieniem człowieka. W Biblii często rozumiane jest w znaczeniu przenośnym. Jest synonimem „środka”, bywa utożsamiane z poznaniem, czyli z rozumem. To też miejsce woli i uczuć, które wyrażają się m.in.: bólem, radością, strachem, rozpaczą czy odwagą.
„Stąd też termin ten obejmuje wszelkie wymiary ludzkiej egzystencji, jest po prostu rozumiany jako całe wnętrze człowieka albo uosabia człowieka jako całość”.
W ST jest też mowa o sercu Boga. Jest to „miejsce” Jego uczuć, wierności i woli. Oczywiście, nie chodzi o to, by Boga przedstawiać na sposób ludzki. Autorom biblijnym chodziło raczej o to, by zaprezentować Go w sposób bardzo osobisty i pokazać Go w całej pełni.


Tak sobie chodzę ze Słowem, które Kościół dzisiaj podaje i próbuję zaczaić, o co z tym Sercem chodzi. Bo przecież nie czcimy dzisiaj Serca jako organu. Tak jak nie czcimy np. Jezusowego paznokcia. Czcimy Boże Serce jako Jego samego. Dzisiaj chodzi o to, żeby się zachwycić tym, że On sam jest Kimś niesamowitym o wielgachnym Sercu. Że Boże Serce – Bóg sam – to Ktoś, kto wyspecjalizował się w ważnym fachu: szukaniu zagubionego człowieka.

Mnóstwo spraw nas gubi. Znane Ci jest zapewne to niemiłe uczucie, kiedy ma się wrażenie, że się życia nie ogarnia. A Bóg to nieogarnięcie chce ogarnąć. Obraz owiec i pasterza kryje za sobą prawdę: Bóg szuka człowieka. Nieustannie. Wytrwale. Konsekwentnie. I ma niezwykłą radochę, kiedy może zagubionego człeka ogarnąć szczęściem.

Gubimy się wtedy, gdy szukamy szczęścia tam, gdzie go nie ma. Kiedy się zapuszczamy w krzaczory pozornego nasycenia. Ile jest możliwości – sam/a wiesz. Sam/a wiesz na jakie czasem dziwne rewiry potrafisz polecieć, żeby odnaleźć namiastkę szczęścia. I zazwyczaj potem bardzo boli.

Spotykam wielu ludzi zagubionych. W konfesjonale słyszę czasem takie historie, że mam ochotę gryźć ścianę z bezradności. Normalnie, jesteśmy mistrzami w gubieniu swojego człowieczeństwa, łaski, sensu, szczęścia, ale za to nasz Pan jest Mistrzem w… odnajdywaniu zagubionych ludzików. 

Z Bożym Sercem to chyba o to chodzi: że On zawsze staje obok i mówi: ciągle jest szansa. Nic nie jest przegrane. Wszystko jest możliwe. Boże Serce polega na bliskości – że On jest zawsze przy Tobie i nigdy nie rezygnuje. Czyś dzisiaj prawie, że święty, czy też totalnie zgnojony.

Bóg ma Serducho waleczne. Bo walczy o Twój dobrobyt.

*

Ja się specjalnie już nie jaram cudami, które Jezus czasem robi. Minęła mi już faza szukania cudowności. Ale tak sobie myślę dzisiaj o tych cudach eucharystycznych. Jak specjaliści badają te Przemienione Hostie, to odkrywają, że są to fragmenty mięśnia sercowego. Serca Jezusa. 

I tak to z Nim jest, że: On mi podaje swoje Serce na tacy. W każdej Mszy. I to dosłownie. Robi to i mówi: patrz, jak jesteś dla mnie ważny/a. Aż normalnie tak. Bóg podaje Ci swoje Serce – samego Siebie – a Ty możesz z Nim zrobić, cokolwiek chcesz .

A jak to Jego Serce sobie weźmiesz i włożysz w swoją klatę, to On ma radochę. I to jaką!

Czerwiec to dobry miesiąc, żeby z tym Sercem pobyć. Posłuchać. Dać się Mu odnaleźć. Pozwolić, żeby Jego Serce przemieniało Twoje. Po co? Po to byś się już tak nie gubił/a. By życie było fajniejsze. 

A więc: czy pozwolisz Mu zrobić operację na Twoim sercu…?

Komentarze

  1. szkoda że Ksiądz jest tak daleko..... dziękuje za każde słowo które pomaga i daje mi siłe by dalej żyć... proszę o modlitwę! M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. omadlam i dziękuję za dobre słowo!
      PS. Zapraszam do Łodzi na kawę :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty